Bielicki: Polityka amerykańska wobec Bliskiego Wschodu w koncepcji Donalda Trumpa i jego administracji

No Comment Yet

Wybór Donalda Trumpa na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych w listopadzie 2016 r. sugerował możliwość modyfikacji polityki globalnej USA we wszystkich istotnych rejonach świata. Jednym z nich jest bez wątpienia Bliski Wschód, będący przedmiotem zainteresowania wszystkich amerykańskich prezydentów od czasów II wojny światowej. Obecnie interesują nas najważniejsze założenia polityki USA wobec tego regionu na starcie prezydentury Trumpa, szczególnie w odniesieniu do poglądów i poczynań amerykańskiej administracji pod rządami Baracka Obamy, postrzeganego przez wielu obserwatorów życia politycznego jako słabego i nieskutecznego prezydenta w aspekcie polityki międzynarodowej wobec Bliskiego Wschodu. Polityka Trumpa w obliczu trwającego konfliktu syryjskiego, wobec Izraela, Palestyny, Iranu, Iraku czy Arabii Saudyjskiej oraz problemów jakie należy podjąć i rozwiązać na tym jakże zapalnym obszarze, ma kluczowe znaczenie dla geopolitycznego układu wielu sfer życia politycznego i gospodarczo-społecznego współczesnego świata. Ważnym punktem przedmiotowej analizy będzie także próba odpowiedzi na pytanie, na ile zmienią się amerykańskie priorytety w regionie w obliczu rosnącej roli Chin, Japonii i Filipin w globalnej architekturze międzynarodowego bezpieczeństwa, a także w sytuacji ekspansywnej polityki Federacji Rosyjskiej – nie tylko w będącym w kręgu zainteresowania obszarze bliskowschodnim, ale również w Europie oraz na obszarze postradzieckim.

Administracja Trumpa wobec konfliktu w Syrii

Nowy amerykański prezydent od pierwszych dni swojego urzędowania wyraził wolę jak najszybszego rozwiązania kryzysu syryjskiego. Szef amerykańskiego państwa, demonstrujący w kampanii wyborczej wolę skupienia się na kwestiach wewnętrznych, w kwestii syryjskiej zajmował od lat ambiwalentne stanowisko, głoszące chęć dojścia do porozumienia z urzędującym prezydentem Syrii, Baszarem al-Asadem. Deklarując zniszczenie Państwa Islamskiego, Trump w czasie kampanii jawnie głosił chęć dojścia do porozumienia z Rosjanami, odgrywającymi coraz większą rolę w tym konflikcie, czynnie popierającymi syryjski reżim [1]. Znana jest jego wypowiedź z 2013 r., w której krytykował prezydenta Obamę za niechęć do rozmów z „legalnymi władzami Syrii”, uważając, że sama akcja militarna powinna uzyskać zgodę Kongresu [2]. Jednakże już w pierwszych tygodniach piastowania urzędu retoryka Trumpa wobec Syrii uległa pewnym zmianom. W odróżnieniu od Obamy, Trump po kolejnym ataku chemicznym (przeprowadzonym prawdopodobnie przez wojska rządowe w Syrii) w miejscowości Chan Szajchun wydał rozkaz zbombardowania bazy wojskowej rządu w Damaszku, w której miała być gromadzona broń chemiczna. Tak zdecydowana reakcja obliczona na powstrzymanie i przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu broni chemicznej, w zamierzeniu ochrony „żywotnego interesu bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych” [3], stała się szeroko komentowana – i to pomimo wyraźnego podkreślenia Pentagonu, że akcja ta ma jednorazowy charakter, a jej celem było przestrzec syryjski reżim przed ponownym użyciem środków chemicznych. Gwałtownej krytyce działania Trumpa zostały poddane w Rosji, gdzie szef komisji obrony w Radzie Federacji Wiktor Ozierow stwierdził, że mogą być one postrzegane jako akt agresji USA przeciwko krajowi należącemu do Narodów Zjednoczonych [4]. Podobnie zareagowały władze w innych krajach popierających Damaszek – m.in. w Iranie [5]. Wzbudzić zastanowienie może wstrzemięźliwa reakcja Turcji, formalnie odcinającej się od poczynań syryjskiego reżimu, ale w rzeczywistości odnoszącej się do jego działań z pewną wyrozumiałością.

Atakowi Trumpa w Syrii przyświecało kilka czynników. Po pierwsze, chciał udowodnić własnym wyborcom, że w odróżnieniu od prezydenta Obamy potrafi okazać stanowczość i zdecydowanie nie tylko w obronie interesów USA na Bliskim Wschodzie, ale także w aspekcie moralnym, wskazując, że w amerykańskim interesie jest zapobieżenie tego typu atakom, jak ten dokonany w Syrii. Pamiętając o stawianych przez Obamę „czerwonych liniach”, Trump chciał pokazać, na użytek wewnętrzny i zewnętrzny, swoją asertywność w kwestiach międzynarodowych. Będąc krytykowany zarówno wśród Republikanów, jak i Demokratów za prowadzenie polityki opartej wyłącznie w rozumieniu interesów finansowych, chciał także odebrać im argumenty kierowanej wobec niego krytyki, podkreślając, że w szczególnych sytuacjach USA nie zrezygnują z roli „światowego policjanta”.

Z omawianym wątkiem wiąże się także kwestia odparcia zarzutów o prorosyjskość Trumpa. Deklarowana w czasie kampanii wyborczej chęć porozumienia z Rosją w dobie przybierającej na sile amerykańsko-chińskiej rywalizacji, w obliczu niejasnych kontaktów doradców Trumpa z Rosjanami (m.in. Michaela Flynna) i odznaczenia sekretarza stanu Tillersona przez samego Putina za działalność biznesową, w końcu nieprecyzyjne wypowiedzi obecnie urzędującego prezydenta sprawiały wrażenie, że w nowej amerykańskiej polityce Rosja nie będzie dla USA wrogiem, lecz partnerem. Dokonując ataku na pozycje syryjskiego reżimu, Trump pokazał Rosjanom, że w przypadku zagrożenia interesów USA nie zawaha się użyć siły. Z drugiej strony nie zamknął drogi do współpracyz Moskwą w kwestii Syrii, niedwuznacznie sugerując, że Ameryka będzie brała pod uwagę poglądy moskiewskie w tej sprawie. Na chwilę obecną stanowisko USA wobec pozycji Rosji na Bliskim Wschodzie jest niezwykle trudne do sprecyzowania, lecz za mało prawdopodobne należy uznać dalszą radykalną i postępującą zmianę polityki znaną już z lat poprzedniej prezydentury.

W kwestii bombardowania Syrii nie należy również zapominać o innym, niezwykle istotnym graczu – Chinach. Wypada zgodzić się z amerykańskim publicystą J. B. Pollakiem, który stwierdził, że atak na bazę w Syrii jest sygnałem skierowanym do prezydenta Chin Xi Jinpinga, przekazanym przez Trumpa przed spotkaniem obu przywódców, polegającym na gotowości amerykańskiego działania w sferze zagrażającej bezpośrednio interesowi narodowemu USA, np. także w Korei Północnej [6]. Trwający konflikt pomiędzy oboma państwami koreańskimi i wysłanie w ich rejon amerykańskich okrętów ma udowodnić Chińczykom, że jeśli nie będą współpracować w sprawie rozwiązania tego konfliktu, USA będą zmuszone „samemu” pozbyć się problemu. Dlatego nie ulega wątpliwości, że atakując Syrię, amerykański prezydent dąży także do wzmocnienia swojej pozycji przetargowej w relacjach z Państwem Środka. W kontekście analizy polityki Trumpa w Syrii nie należy również zapominać o relacjach amerykańskich z Turcją. Liczący na „nowe otwarcie” we wzajemnych relacjach prezydent tego ostatniego kraju, Recep Erdoğan, w czasie swojej wizyty w Waszyngtonie w połowie maja 2017 r. – według przekazów polskich i zagranicznych mediów – nie osiągnął postępu w relacjach obu krajów. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że podejście amerykańskiego prezydenta do zagadnień bliskowschodnich, w tym konfliktu syryjskiego, ewoluuje wskutek tworzenia się pełniejszego obrazu warunków rządzących tym obszarem i dostrzegania najważniejszych elementów układanki na bliskowschodnim teatrze politycznych zależności. Jeszcze przed rozmową z Erdoğanem, USA, podzielając pogląd prezydenta Obamy, podjęły decyzję o wsparciu kurdyjskich Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG). Zdaniem Trumpa stanowią one ważny element w walce z Państwem Islamskim, m.in. przy odbiciu z rąk ISIS Al-Rakki [7]. Chociaż Trump formalnie uważa Partię Pracujących Kurdystanu za organizację terrorystyczną, nie podzielał tego zdania w stosunku do YPG. Mając świadomość konieczności wsparcia kurdyjskiego, Amerykanie niezwykle ostrożnie starają się zneutralizować potencjalny turecki opór, deklarując werbalne wsparcie wobec Ankary w kwestii terroryzmu, nie przedstawiając przy tym żadnych konkretów. Według Metina Gurcana, tureckiego analityka, za prawdopodobny można uznać scenariusz przyspieszenia prac w Kongresie przy ratyfikacji sprzedaży do Turcji dwóch amerykańskich okrętów – USS Halyburton i USS Thatch. Omawiana transakcja została anulowana przez Senat USA jeszcze w 2012 r. [8] Wydaje się jednak uzasadnione stwierdzenie, że Trump będzie generalnie kontynuował dotychczasową amerykańską politykę wobec roli Turcji w konflikcie syryjskim.

Stanowisko Trumpa wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego

Niezmiernie interesujące jest również stanowisko USA wobec innego, ciągle obecnego na obszarze Bliskiego Wschodu, kryzysu izraelsko-palestyńskiego. W czasie kampanii wyborczej Trump zapowiedział „wzmocnienie pozycji Izraela”, podkreślając, że za prezydentury Obamy Izrael był „prześladowany”, a kierownictwo palestyńskie „reprezentuje organizacje terrorystyczne”, jak np. Hamas czy Al-Fatah. Deklarował ponadto przeniesienie ambasady USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, co może stanowić kolejny punkt zapalny w relacjach izraelsko-palestyńskich. Według Jarosława Pietrzaka, objęcie przez Trumpa urzędu legalizuje formalnie izraelską okupację terytoriów palestyńskich [9]. Jego proizraelskość potwierdzają ciepłe w tonie wypowiedzi o Izraelu w czasie kampanii wyborczej, kierowane do społeczności wyborców Żydów amerykańskich i protestantów popierających Izrael. Trump ponadto zdaje sobie sprawę z faktu, że dalsze utrzymywanie amerykańskiej dominacji na obszarze Bliskiego Wschodu jest możliwe przede wszystkim dzięki poparciu udzielanemu Ameryce przez państwo Izrael. Podobnie w kwestiach zbliżenia z Rosją oraz rysującego się spadku znaczenia NATO i Europy w polityce Waszyngtonu, Izrael stanowi rolę specjalnego sojusznika Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jednak możliwy jest także scenariusz, że w dłuższej perspektywie czasowej zacieśnienie kooperacji z Izraelem doprowadzić może do deprecjacji oddziaływania USA na Bliskim Wschodzie, gdyż kraje regionu nie będą chciały współpracować z ewentualnym następcą obecnego gospodarza Białego Domu [10]. Prezydent Trump posiada szereg pozytywnych odniesień w stosunku do przedstawicieli finansjery amerykańskiej społeczności żydowskiej, z którymi w czasie swojej kariery biznesowej niejednokrotnie robił interesy. Poza tym w ani jednym przemówieniu, szczególnie w czasie niedawnej wizyty w Izraelu i w Palestynie, nie odniósł się do popieranego werbalnie przez swoich poprzedników istnienia dwóch oddzielnych państw – izraelskiego i palestyńskiego. Wezwał jedynie do konieczności podjęcia „trudnych decyzji” przez obie strony konfliktu, lecz nie sprecyzował, co one mają oznaczać. Równolegle wycofał się z pomysłu translokacji ambasady Izraela do Jerozolimy [11]. Pośrednie sygnały mogą jednakże świadczyć o tezie, że Trump zamierza prowadzić politykę zgodną wyłącznie
z amerykańskim interesem narodowym, bez brania pod uwagę stanowiska Izraela. Wyrazem potwierdzającym taką alternatywę może być jego wizyta w Arabii Saudyjskiej i podpisanie z Saudyjczykami umowy na sprzedaż dla nich amerykańskiej broni na kwotę 110 miliardów dolarów. Sam Izrael wyraził obawy dotyczące powyższego porozumienia słowami Yuval Steinitza, jednego z czołowych polityków izraelskich, nazywającego wprost Arabię Saudyjską „wrogim krajem” i że umowa ta jest „czymś, co powinno nam przeszkadzać” [12]. O prymacie amerykańskich interesów finansowych w bliskowschodniej polityce Trumpa mówił także analityk CNN – A.D. Miller. W jego opinii, hasło „America First” nie musi wcale oznaczać amerykańskiego izolacjonizmu, lecz może sugerować wzmocnienie amerykańskiego zaangażowania w różnych punktach globu, w tym na Bliskim Wschodzie, bez konieczności liczenia się ze stanowiskiem sojuszników. Autor wskazuje, że Trump po wizycie w krajach Bliskiego Wschodu może zrozumieć, że rozwiązanie najważniejszych globalnych problemów niekoniecznie zależy od niego samego [13]. Aczkolwiek wydaje się zasadna konstatacja, że w dobie wyzwań współczesnego świata amerykański prezydent skłania się ku poglądowi, iż rozwiązanie wszystkich problemów w tym regionie, szczególnie „wyprostowania” relacji izraelsko-palestyńskich, zależeć może przede wszystkim od USA, które od kilkudziesięciu lat odgrywają rolę mediacyjną w sporze między obiema stronami. Prezydent uzależnia podjęcie takich mediacji od spełnienia przez nie amerykańskich warunków ekonomicznych, co w przypadku Palestyny może być trudne do realizacji. Celowym jest stwierdzenie, że nowa administracja nie przyczyni się do rozwiązania omawianego problemu, gdyż wszystkie strony konfliktu – szczególnie rządząca obecnie w Izraelu partia Likud – nie są obecnie zainteresowane kompromisowym rozwiązaniem. Chociaż Trump wezwał premiera Netanjahu do wstrzymania budowy osiedli żydowskich na terenach okupowanych, to nie ulega wątpliwości, że szef izraelskiego rządu nie będzie w swojej polityce do tego dążył, m.in. z powodu stałego nacisku ortodoksyjnych żydowskich środowisk i liberałów z Partii Pracy. Niepokój w Izraelu wzbudzają natomiast kontakty doradców Trumpa z jedną z przeciwniczek Likudu – Cipi Livni, opowiadającej się za bardziej umiarkowanym stanowiskiem rządu izraelskiego wobec Palestyńczyków [14]. Pamiętajmy także o stosunkach wewnętrznych panujących w samej Autonomii Palestyńskiej. W dalszym ciągu sprawuje w niej władzę 82 letni prezydent Mahmud Abbas, reprezentujący bardziej kompromisowe stanowisko wobec państwa żydowskiego. Za kulisami toczy się jednakże walka o schedę po nim, a sygnały docierające z obozu władzy w Palestynie dowodzą, że przewagę zdobywają zwolennicy ostrego kursu wobec Tel-Awiwu. Dlatego wysiłki Trumpa mające na celu rozwiązania sporu z dużą dozą prawdopodobieństwa zakończą się niestety fiaskiem.

Relacje USA z Iranem oraz Arabią Saudyjską

Osobnym problemem jest Iran. Prezydent USA niejednokrotnie w przeszłości odnosił się krytycznie do podpisanej w 2014 r. umowy sześciostronnej w sprawie programu atomowego Iranu, uznając ją za kapitulację i „najgorsze porozumienie dla Ameryki”. Wydaje się pewne, że nowa amerykańska administracja będzie kultywowała twardy kurs wobec Teheranu, wypracowany za kadencji George’a Busha. Odprężenie we wzajemnych relacjach może ułatwić ponowny wybór na prezydenta Hassana Rowhaniego. Chociaż, co należy zaznaczyć, prezydent Iranu pełni głównie funkcje wykonawcze i nie ma decydującego głosu w relacjach międzynarodowych (są one w kompetencjach Rady Strażników Rewolucji i ajatollaha Ali Chameiniego), to może wywierać dość znaczący wpływ na konfiguracje międzynarodowe na Bliskim Wschodzie. Dla USA rozszerzanie wpływów irańskich jest niekorzystne z paru powodów. Po pierwsze, na wzmocnieniu znaczenia Teheranu w regionie mogą skorzystać inne mocarstwa, szczególnie Rosja, nawiązująca w ciągu kilku ostatnich lat coraz szersze kontakty z Iranem na płaszczyźnie dyplomatycznej. Stało się to widoczne w konflikcie syryjskim, kiedy w czasie bombardowań Aleppo rosyjskie myśliwce uzyskały zgodę na startowanie z baz irańskich [15]. Po drugie, wzrost pozycji globalnej Iranu w naturalny sposób będzie prowadzić do deprecjacji polityki Izraela w regionie i może stanowić bardziej lub mniej skonkretyzowane zagrożenie dla jego bezpieczeństwa ze względu na agresywną retorykę części przedstawicieli irańskich władz. Po trzecie wreszcie, Amerykanie obawiają się także rozszerzenia chińskiej penetracji w Iranie, do tej pory ograniczonej jedynie do Iraku [16]. Dodatkowo nie ulega wątpliwości, że kraje arabskie – z wyjątkiem Iraku i Syrii – będą naciskały Waszyngton na osłabienie Teheranu [17].Wszystkie powyższe okoliczności powodują, że w amerykańskim interesie geostrategicznym nie jest na rękę rozszerzanie oddziaływania Teheranu na obszarze Bliskiego Wschodu. Należy się spodziewać dalszego zaostrzenia sporu między oboma państwami.

Pośrednio z wątkiem irańskim wiążą się relacje saudyjsko-amerykańskie. W świetle informacji płynących z różnorakich źródeł wynika, że nowy amerykański prezydent będzie dążył do intensyfikacji kontaktów dwustronnych, nadszarpniętych za prezydentury Obamy z powodu jego otwartości na Iran. Może o tym świadczyć pierwsza wizyta zagraniczna Trumpa w dniach 20-22 maja 2017 r., której celem była m. in. Arabia Saudyjska. O zamiarach republikanina wobec Saudów czytelnie mówi fakt, że na liście krajów, których mieszkańcy nie mogą wjechać na terytorium USA, nie ma obywateli Arabii Saudyjskiej [18]. Powyższy krok może wydawać się co najmniej niezrozumiały z uwagi na radykalny islamizm władz w Rijadzie i finansowanie przez nie ISIS. Poszlaki wskazują na udzielanie takiego wsparcia dla tej organizacji przez Saudów, dążących w ten sposób do osłabienia pozycji Iranu oraz odsunięcia od władzy prezydenta Syrii, wyznającego alawicki (szyicki) nurt islamu. Wizyta Trumpa w Rijadzie może zapoczątkować nowy etap współpracy między oboma krajami, chociaż na chwilę obecną trudno stwierdzić, jak wymierne będą efekty niniejszej współpracy, poza wspomnianą wcześniej umową na dostawy amerykańskiej broni na kwotę blisko 110 miliardów dolarów. Jednocześnie, co jest niezwykle istotne, kontrowersyjne wypowiedzi miliardera w kwestii „za dużych kosztów” amerykańskiej obrony królestwa zostały w Arabii Saudyjskiej zignorowane. Daje to podstawy do wyrażenia przypuszczenia, że Saudom bardzo zależy na współpracy z USA. Nie bez pewnych podstaw należy również stwierdzić, że Trump chciałby wykorzystać dynastię jako pośredników w konflikcie izraelsko-palestyńskim oraz porzucić krytycyzm wyrażany przez Obamę odnośnie saudyjskich bombardowań Jemenu. Dodatkowym punktem niniejszych rozważań jest także kwestia zerwania stosunków dyplomatycznych z Katarem przez 7 krajów regionu – Arabię Saudyjską, Egipt, Libię, Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jemen oraz Malediwy. Dla Stanów Zjednoczonych niezwykle trudne jest zajęcie stanowiska. Co prawda prezydent Trump werbalnie poparł działania koalicji antykatarskiej [19], to w mojej opinii jednak amerykańska administracja na razie analizuje sytuację i wyraźniejsze stanowisko w przedmiotowej sprawie zajmie w późniejszym okresie. Wskazane jest ponadto stwierdzić, że państwa przeciwne Katarowi, szczególnie Arabia Saudyjska, swoim posunięciem próbują dowieźć amerykańskiemu prezydentowi, że to z nimi należy intensyfikować współpracę, a nie z odizolowaną katarską monarchią. Brak pozytywnej dla nich reakcji Trumpa na powyższe może być odczytany negatywnie i stanowić powód do odwrócenia się dynastii saudyjskiej od Waszyngtonu, co może z kolei oznaczać praktycznie izolację działań USA na tym obszarze, gdzie jedynymi sojusznikami Stanów zostanie Katar oraz Izrael. Sam prezydent USA w czasie spotkania z 55 liderami krajów Bliskiego Wschodu, postrzegając walkę z terroryzmem jako walkę dobra ze złem, powiedział: „To walka między barbarzyńskimi przestępcami, którzy dążą do unicestwienia ludzkiego życia i uczciwymi ludźmi wszystkich religii, którzy starają się je chronić. Oznacza to oczywiście konfrontację z kryzysem wywołanym przez islamistyczny ekstremizm i z islamistycznymi ugrupowaniami terrorystycznymi, które on inspiruje. I oznacza to wspólne przeciwstawianie się mordowaniu niewinnych muzułmanów, uciskowi kobiet, prześladowaniu Żydów i masakrze chrześcijan” [20].

Podsumowanie

Rekapitulując niniejsze refleksje, uzasadnione jest stwierdzenie, że mimo inklinacji amerykańskiego prezydenta do izolacjonizmu USA, Bliski Wschód pozostanie jednym z głównych elementów amerykańskiej polityki zagranicznej. Jednakże w porównaniu z poprzednikami, głoszącymi formalnie chęci np. utworzenia oddzielnych państw – izraelskiego i palestyńskiego czy do walki z terroryzmem, Trump nie będzie zwracał szczególnej uwagi na kwestie przestrzegania praw człowieka oraz standardów ekonomicznych. Dla niego istotny będzie wyłącznie partykularny interes USA (np. kontrakty naftowe, walka z ISIS), realizowany za pomocą prób wymuszenia określonych działań, kreujących korzyści ekonomiczne dla USA. Witold Repetowicz, znany analityk od Bliskiego Wschodu, słusznie podkreśla, odnosząc się do przedmiotowej wizyty Trumpa w Arabii Saudyjskiej, że władze w Rijadzie wydały już blisko 400 miliardów dolarów dla uzyskania przychylności amerykańskiego prezydenta, nie stawiając przy tym żadnych żądań politycznych i militarnych, co stanowi kontrast z postawą Turcji, oczekującą od Trumpa spełnienia wysuwanych przez nich żądań [21] . Nie bez znaczenia jest impulsywna i biznesowa osobowość Trumpa, dla którego polityka – nie bez pewnych podstaw – stanowi jeden z ważniejszych elementów realizowania transakcji ekonomicznych z danymi krajami za korzystną cenę. Pod pewnymi względami przypomina ona politykę Ronalda Reagana czy George’a Busha, którzy robili interesy polityczne i ekonomiczne ze wszystkimi, którzy byli gotowi na współpracę z Ameryką – niezależnie od ich reputacji (m.in. z Saddamem Husajnem [22]). W chwili obecnej jest jednak zdecydowanie za wcześnie, by formułować bardziej skonkretyzowane wnioski odnośnie do polityki nowo wybranego prezydenta światowego mocarstwa. Wydaje się uzasadnione stwierdzenie, że przez pierwsze miesiące urzędowania Trump sonduje stanowisko najważniejszych krajów omawianego regionu i ich gotowość do współpracy z Ameryką na rozmaitych płaszczyznach. Pomimo całej swojej impulsywności i pewnej nieprzewidywalności, amerykański prezydent prowadzi całkowicie świadomie politykę „rozpoznania terenu”, po czasie podejmując określone decyzje. Nie ulega wątpliwości, że podobna taktyka stanowi podstawę sukcesów na płaszczyźnie biznesowej, gdzie kluczowe jest poznanie danego kraju (kontrahenta) i jego zwyczajów. Z całą pewnością, Bliski Wschód jako niezwykle ważny obszar strategiczny świata będzie odgrywał ważną rolę w amerykańskiej polityce.

Przypisy:
[1] Całość rozważań odnośnie prowadzonej polityki rosyjskiej w Syrii można zobaczyć w moim artykule; zob. P. Bielicki, Instrumenty polityki rosyjskiej w konflikcie syryjskim- część 1, Sensus Historiae- nr 3 /2016, s.191-211.
[2] D. Merica, Trump repeatedly to Obama in 2013: Don’t attack Syria, http://edition.cnn.com/2017/04/06/politics/trump-tweet-syria-obama/, dostęp- 23.05.2017.
[3] Dwa ataki gazowe, dwaj prezydenci, dwie decyzje. Trump zareagował inaczej niż Obama , http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/atak-w-syrii-i-bron-chemiczna-trump-zareagowal-inaczej-niz-obama,730178.html, dostęp- 27.05.2017.
[4] W. Kirby, Russia REACTS: Putin calls for emergency UN meeting amid FURY at Trump ‚act of AGGRESSION”, http://www.express.co.uk/news/world/788991/russia-responds-act-of-aggression-missile-strike-donald-trump-syria-vladimir-putin, dostęp- 26.05.2017.
[5] Iran i Rosja potępiają amerykański atak w Syrii, http://www.defence24.pl/576529,iran-i-rosja-potepiaja-amerykanski-atak-w-syrii, dostęp- 28.05.2017.

[6] J.B. Pollak, Trump’s Syria Attack: The Strategic Consequences, http://www.breitbart.com/big-government/2017/04/06/trump-syria-attack-strategic-consequences, dostęp- 25.05.2017.
[7] Amerykańska broń dla kurdyjskich milicji. Trump zatwierdził dostawy, http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/donald-trump-zatwierdzil-dostawy-broni-dla-ypg,738406.html, dostęp- 25.05.2017.
[8] M. Gurcan, Did Erdogan leave Trump meeting empty-handed?
http://www.al-monitor.com/pulse/originals/2017/05/turkey-united-states-trump-erdogan-summit.html, dostęp- 26.05.2017.
[9] J. Pietrzak, Sprawa palestyńska w epoce prezydenta Trumpa, https://jaroslawpietrzak.com/2017/01/26/sprawa-palestynska-w-epoce-prezydenta-trumpa/, dostęp- 25.05.2017.
[10] J.Tabisz, Trump a Izrael, http://racjonalista.tv/trump-a-izrael/, dostęp-24.05.2017.
[11] Trump wzywa Izrael i Palestyńczyków do trudnych decyzji, http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1768568,Trump-wzywa-Izrael-i-Palestynczykow-do-trudnych-decyzji, dostęp- 25.05.2017.
[12] J.Pace, J. Federman, Next stop for Trump is Israel, in pursuit of ‚ultimate deal’
http://abcnews.go.com/International/wireStory/stop-trump-israel-pursuit-ultimate-deal-47541944, dostęp- 24.05.2017.
[13] A.D. Miller, Trump’s first foreign trip will be a reality check, http://edition.cnn.com/2017/05/17/opinions/trump-middle-east-trip-miller-opinion/, dostęp- 25.05.2017.
[14] Y. Werter, Ambush alert. Netanyahu fears Trump’s cooking something big, http://www.haaretz.com/israel-news/1.788770, dostęp- 20.05.2017.
[15] Iran udostępnił Rosjanom swe bazy, http://www.newsweek.pl/swiat/rosja-korzysta-z-baz-lotniczych-w-iranie-bombardowania-syrii,artykuly,395471,1.html, dostęp-26.05.2017.
[16] R. M. Mills, China’s big play for Middle East oil, https://www.bloomberg.com/view/articles/2017-05-10/china-s-big-play-for-middle-east-oil, dostęp- 23.05.2017.
[17] W dyskusji pojawiają się jednak zdania odmienne. Komentatorzy z portalu Foreign Policy, Ilan Goldenberg oraz Vikram Singh stwierdzają, że polityka nowej administracji może obrócić się przeciwko samej Ameryce, gdyż polityka izolowania Iranu nie jest w amerykańskim interesie. Autorzy stwierdzają, że Trump i jego doradcy będą musieli rozróżnić kategorię interesu narodowego USA od interesu krajów ościennych, wrogich Iranowi, zob. I. Goldenberg, V. Singh, Trump’s Middle East trip is full of traps, http://foreignpolicy.com/2017/05/19/trumps-middle-east-trip-is-full-of-traps-saudi-arabia-israel/, dostęp- 23.05. 2017.
[18] M. D. Shear, H. Cooper, Trump bars refugees and citizens of 7 muslims countries, https://www.nytimes.com/2017/01/27/us/politics/trump-syrian-refugees.html?_r=0, dostęp- 24.05.2017.
[19] N. Gaouette, D. Merica, R. Browne, Trump: Qatar must stop funding terrorism, http://edition.cnn.com/2017/06/09/politics/trump-qatar-saudi-gulf-crisis/index.html, dostęp-11.06.2017.
[20] Donald Trump mobilizuje państwa muzułmańskie do walki z ekstremizmem, http://fakty.interia.pl/swiat/news-donald-trump-mobilizuje-panstwa-muzulmanskie-do-walki-z-ekst,nId,2396388#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox, dostęp- 30.05.2017.
[21] W. Repetowicz, Trumpa nie interesują demokratyzacja oraz kolorowe rewolucje. Chce odbudowy tradycyjnych sojuszy w amerykańskiej polityce, http://wpolityce.pl/swiat/341492-nasz-wywiad-repetowicz-trumpa-nie-interesuja-demokratyzacja-i-kolorowe-rewolucje-chce-odbudowy-tradycyjnych-sojuszy-w-amerykanskiej-polityce, dostęp- 28.05.2017.
[22] W latach 80 XX wieku ambasador USA przy ONZ Jeane Kirkpatrick jasno wyraziła zasady takiej polityki, opowiadając się za współpracą USA z dyktatorskimi reżimami antykomunistycznymi. Twierdziła, że są one amerykańskimi sojusznikami, wyznają zasady gospodarki rynkowej i są otwarte na reformy, gdy dyktatury komunistyczne są niereformowalne, zob. W. Roszkowski, Półwiecze. Historia polityczna świata po 1945 roku, Warszawa 2005, s. 307.

Paweł Bielicki

admin

Author

admin

Up Next

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »